środa, 9 października 2013

Półwysep Gaspé i Park Narodowy Forillon

Moi drodzy, mam typowy problem początkującego blogera - nie wiem, od czego zacząć! Pięć wiosen, dziesiątki różnych miejsc, tysiące zdjęć.  Uff… Myślę jednak, że nie muszę się trzymać porządku chronologicznego, choć oczywiście będę informować, kiedy zdarzenia miały miejsce. 

Zacznę od półwyspu Gaspé w prowincji Quebec, bo to jesienny temat!  Równe pięć lat temu, dwa miesiące po moim przybyciu do Kanady, wyjechaliśmy tam spędzić długi weekend (Święto Dziękczynienia).  Naszym celem był konkretnie Park Narodowy Forillon. Przywitała nas przepyszna jesień, istna feeria kolorów. Pogodna była piękna i kolory złotej jesieni cudownie kontrastowały z czystym błękitem nieba. Jest coś magicznego w jesiennej barwie nieba, jej odcień jest krystalicznie niebieski, aż “kłuje” w oczy.
Na pierwszą wycieczkę wybraliśmy szlak o nazwie Les Graves, wiodący wzdłuż wybrzeża do Cypla Gaspé - na sam koniuszek półwyspu!  To pozwoliło nam po raz pierwszy podziwiać nam to, z czego półwysep Gaspé słynie – warstwowe klify ułożone z wapieni i piaskowców, które powstały z morskich osadów dość dawno temu, w okresach ordowiku, syluru oraz dewonu (500 mln – 345 milionów lat temu).  A ponieważ zaczeliśmy tę wycieczkę wczesną, ranną porą, mieliśmy okazję słuchać radosnych okrzyków pływających blisko wybrzeża wielorybów (pewnie zadowolonych po porannym śniadaniu).  Naszą wycieczkę przerwali niespodziewanie  na jakieś 15 minut grubo ponaddwumetrowa pani oraz jej nieco mniejszy synek rezydujący na ścieżce.  Zajęci jedzeniem, nie chcieli sobie szybko pójść, a że wynik jakiegokolwiek konfliktu z amerykańskim łosiem można łatwo przewidzieć (łagodny to zwierzak, ale ze względu na gabaryty lepiej go nie wkurzać), trzeba było cierpliwie czekać. W międzyczasie para ta poddawała się obojętnie intensywnej sesji zdjęciowej.