środa, 17 sierpnia 2016

Gross Morne National Park, NF

Kiedy przeprowadzalam sie do Kanady i wyladowalam w sierpniu 2008 na lotnisku w Halifax - stolicy Nowej Szkocji, moj maz nie wzial mnie po prostu do domu (wtedy nasza przystan znajdowala sie w Oromocto w Nowym Brunszwiku). Zamiast tego zaplanowal dla nas dwutygodniowy urlop - wycieczke samochodem przez Nowa Funlandie, Labrador, Wyspy Magdaleny, Wyspe Sw. Edwarda, Nowa Szkocje i Nowy Brunszwik. Do Halifaxu przylecialam wieczorem, tak wiec pierwsza prowincja, ktora ujrzalam na oczy w swietle dziennym po nocnej przeprawie promem, byla Nowa Funlandia - najbardziej "skandynawska" ze wszystkich kanadyjskich prowincji.

Nowofunlandzki Park Narodowy Gross Morne przeszedl moje najsmielsze wyobrazenia...Park ow, uksztaltowany w pradalekiej przeszlosci przez kolidujace kontynenty a pozniej przez cofajace sie lodowce, jest na liscie swiatowego dziedzictwa UNESCO. Blyskawicznie uderzylo mnie piekno tamtejszej przyrody - olbrzymie fiordy otoczone majestatycznymi gorami, niesamowite omszone jasnozielono skaly, liczne bagna i mokradla, oraz dziwne krotkie iglaste drzewa.

Przez dwie noce spalismy pod namiotem na parkowym kempingu, nad jeziorem. Kemping nie mial zbyt wielu gosci, dlatego czulam sie dosc nieswojo, na przyklad idac w ciemnosci okolo 100 metrow do toalety (wlasnie tam zaczal sie moj kilkuletni strach przed niespodziewanym spotkaniem z kanadyjskim czarnym misiem, ktory minal mi na dobre dopiero jakies dwa lata temu). Wyobrazcie sobie samotny namiot w srodku wielkiego, pachnacego iglastego lasu, nad samotnym, spokojnym, gladkim jeziorem, i naokolo zadnej (przynajmniej widocznej) zywej duszy oprocz nas. Oczywiscie, nie liczac nocnego nawolywania nurow i okazjonalnych wizyt wiewiorek ziemnych. W nocy takze obudzil nas tetent kopyt kolo namiotu; nie wysciubilismy jednak nosa na zewnatrz, by nie rozgniewac potencjalnego losia (los amerykanski to istny wielkolud). Teraz jednak mysle, ze byla to prawdopodobnie sarna, albo caribou.





Nastepnego dnia zjedlismy sniadanie z przepysznymi lokalnymi truskawkami i malinami, ktore kupilismy przy szosie dzien wczesniej, a nastepnie wybralismy sie na rejs przez fiord Western Brook Pond. Gory Long Range stanowia najbardziej wysunieta na polnoc czesc Appalachow i maja mnostwo fiordow wycietych przez cofajace sie lodowce. Jednym z nich jest wlasnie najwieksze jezioro w parku - Western Brook Pond. To szczegolne miejsce - jezioro jest dlugie na 16 km i jego glebokosc siega do 165 m. Gleboka woda wyglada, jakby byla czarna. Prastare, liczace ponad miliard lat klify otaczaja jezioro. Moja uwage zwrocily gorskie wodospady zaczynajace sie setki metrow w gorze, lecz czesto zamieniajace w pare wodna jeszcze przed dosiegnieciem tafli jeziora.


















Nastepnego dnia zdecydowalismy sie wspiac na drugi najwyzszy szczyt w Nowej Funlandii (806 m) - zwany Gora Gross Morne ("gross morne" nawiasem mowiac znaczy "wielki samotny"). Gora jest otoczona fiordem, a takze, na ksztalt litery "U", Jeziorem Dziesieciomilowym. Przyroda tu jest surowa - dominuje arktyczna tundra. Wspinaczka po duzych skalach byla dla nas nie lada wyzwaniem, ale bylo warto. Widok byl przepiekny!