Moi drodzy, mam typowy problem początkującego blogera - nie
wiem, od czego zacząć! Pięć wiosen, dziesiątki różnych miejsc, tysiące zdjęć. Uff… Myślę jednak, że nie muszę się trzymać
porządku chronologicznego, choć oczywiście będę informować, kiedy zdarzenia miały
miejsce.
Na pierwszą wycieczkę wybraliśmy szlak o nazwie Les Graves,
wiodący wzdłuż wybrzeża do Cypla Gaspé - na sam koniuszek półwyspu! To pozwoliło nam po raz pierwszy podziwiać nam
to, z czego półwysep Gaspé słynie – warstwowe klify ułożone z wapieni i
piaskowców, które powstały z morskich osadów dość dawno temu, w okresach
ordowiku, syluru oraz dewonu (500 mln – 345 milionów lat temu). A ponieważ zaczeliśmy tę wycieczkę wczesną,
ranną porą, mieliśmy okazję słuchać radosnych okrzyków pływających blisko
wybrzeża wielorybów (pewnie zadowolonych po porannym śniadaniu). Naszą wycieczkę przerwali niespodziewanie na jakieś 15 minut grubo ponaddwumetrowa pani oraz
jej nieco mniejszy synek rezydujący na ścieżce.
Zajęci jedzeniem, nie chcieli sobie szybko pójść, a że wynik jakiegokolwiek
konfliktu z amerykańskim łosiem można łatwo przewidzieć (łagodny to zwierzak,
ale ze względu na gabaryty lepiej go nie wkurzać), trzeba było cierpliwie czekać.
W międzyczasie para ta poddawała się obojętnie intensywnej sesji zdjęciowej.